Transport za darmo dla zamówień od 169 zł.
Z powrotem do sklepu

Rejestracja

Rzut oka na historię brody i brodaczy

Broda jest ważnym składnikiem całej naszej historii. Prawie każdy mężczyzna, którego historia odnotowała, miał coś wspólnego z brodą. Broda była w dodatku wyznacznikiem honoru i pozycji społecznej. Na przykład w czasach nowożytnych dotknięcie brody innego mężczyzny było obrazą i prowadziło bezpośrednio do pojedynku. Kiedy Otton Wielki oznajmiał coś ważnego, przysięgał na własną brodę. W ten sposób poza poprawą seksapilu płci męskiej była broda równocześnie symbolem męskiej dominacji, świadectwem prestiżu osobistości.  

Włos na twarzy wiązany był również z dojrzałością i tak podświadomie był odbierany. Badania z roku 1990 wykazały, że mężczyźni chlubiący się brodą są uważani za zdolniejszych. Z innego badania, przeprowadzonego przez Nigela Barbera wynika, że brodaci mężczyźni rozumiani są jako podstawa współczesnego życia i małżeństwa. To znaczy, że istnieje bezpośrednia zależność pomiędzy brodą a znaczeniem mężczyzny z punktu widzenia socjologicznego. 

Prócz takich dziś już głęboko zakorzenionych poglądów na temat brody jej pielęgnacja stała się skutecznym sposobem, w jaki można się wyróżnić wśród masy gołowąsów. Ale wróćmy jeszcze na chwilę na drzewo i przejdźmy historię brodaczy chronologicznie od początku.

 

BRODY STAROŻYTNE

Dawne czasy starożytne to po prostu brodacz obok brodacza. Mężczyźni nosili brody sięgające do pasa a na przykład dla Hebrajczyka piękna, zadbana broda była odznaką wolnego mężczyzny. Dlatego zresztą już wówczas dbali o swoje brody stosując wonne maści i olejki. W przeciwieństwie do nich jeżeli mężczyzna brodę zgolił (zo zresztą rozumiane było jako wielki wstyd) lub o brodę nie dbał, rwał sobie brodę czy nawet umyślnie zanieczyszczał popiołem, dawał w ten sposób wyraz swojemu głębokiemu smutkowi czy protestowi. Takimi znanymi brodaczami ówczesnych czasów był król Salomon czy dramatopisarz Sofokles.

Były oczywiście wyjątki: niewolnikom nie pozwalano nosić brody, żołnierze z kolei golili je z powodów praktycznych. Podczas bitwy istniało niebezpieczeństwo, że wróg mógłby złapać takiego wojownika za brodę i strącić na ziemię.

Żołnierski zwyczaj życia bez brody z czasem jednak stawał się modny również w kręgach mieszczańskich i politycznych i tak na przykład słynnego Cezara nikt nie zobaczy na portretach z brodą. W tamtych czasach nawet pierwsze zgolenie brody młodziana (a raczej  miękkich kłaków na brodzie, żeby nie stawiać znaku równości między prawdziwe brody a kłaki, które takiemu rosły pod nosem), było dla niego wielkim świętem – zgolone kłaki zostały następnie rzucone w ogień jako ofiara dla jakiegoś tam bóstwa.  

W dawnym Egipcie wśród elity i władzy hitem No.1 była kozia bródka, a nawet tylko muszka, i oczywiście zgolona na połysk głowa. Niewolnicy musieli się obejść bez brody.

 

A CO NA TEN TEMAT MÓWI ŚREDNIOWIECZE? 

W średniowieczu każdy, kto nie chciał spłonąć na stosie, musiał milczeć i żyć tak, jak Kościół sobie tego życzył. A ten głosił, że w porządku jest tylko goła broda, ba, nawet włosy były fe. Charakterystycznym przykładem były wygolone kółka na ciemieniu głowy. Światłym przykładem byli tylko władcy: choćby królowie Karol IV., Jan Luksemburski lub Wacław IV.

 

W średniowieczu pojawiało się najwyżej jakieś ściernisko, co jednak automatycznie było świadectwem przynależności do szumowin i mętów społecznych. Król pruski Fryderyk I w tej sytuacji wykazał się jako niezły chytrus: nie zabronił wprawdzie noszenia brody, ale nałożył na jej właściciela podatek! 

 

CZASY NOWOŻYTNE: ŚWIATEŁKO NA KOŃCU TUNELU

Z początkiem nowej ery  dla brody zrodziła się nowa nadzieja. Ostrożnie zaczęła się pojawiać na twarzach zwłaszcza wśród artystów (na przykład Michał Anioł z dumą nosił brodę), różnego rodzaju wichrzycieli, którzy byli cierniem w oku ówczesnych władz (jak choćby reformator Jasiu Hus), stopniowo docierając do warstw z górnej półki. Prawdziwą rewolucję spowodował jednak w społeczności brodaczy dopiero na początku epoki renesansu papież Juliusz II, który z dumą nosił swoją brodę, sięgającą mu aż do piersi.  Od tamtych czasów noszenie brody przestało być sprawą wstydliwą bez względu na jej długość czy wygląd.  

 

Nowa fala w modzie pojawiła się dopiero za sto lat, w 2. połowie 17. wieku. Wówczas prawdziwym hitem był styl „na muszkietera”, czyli zadbany wąsik (nieraz zwyczajny meszek, jak kto lubi) uzupełniony o kozią bródkę. Najbardziej popularnym właścicielem tego rodzaju ozdoby twarzy był chyba złośliwy kardynał Richelieu. 

 

Muszkieterowie chodzili jednak po świecie ledwo 50 lat, zanim wypychać je zaczął na margines życia  trend wielkich i ciężkich peruk (i tu ciekawostka: pierwsze peruki ważyły coś koło 4 kilogramów, a ojczyzną tej mody była pono Anglia). Te brzydactwa, powodujące nieraz choroby skórne,  usunęły z pola widzenia brody, prawdziwi mężczyźni mieli wówczas twarze wygolone. Taki styl był popularny w całej Europie. Typowym przykładem był król Ludwik XIV.

Kolejny dyktat mody zrodził się we Francji wtedy, kiedy burżuazja odrzuciła peruki, mężczyźni pozwolili sobie na dłuższe włosy, które z tyłu wiązali w warkoczyk. Z boku włosy zawijali w loki, sięgające do poziomu uszu (warto obejrzeć portret prezydenta Waszyngtona lub Dantona). Zmiana stylu fryzjerskiego nie przyniosła jednak takiej samej zmiany na brodzie, chłopy nadal pozostawały gołowąsami.

 

Dopiero pod koniec XVIII wieku w Anglii stopniowo zaczęto odrzucać ten od dawna zakorzeniony stereotyp. Panowie pozwalali się obrastać włosem na licu (nazywanym też nieraz favoris), które z czasem przedłużały się aż do brody (czasami nawet pod nią). Samo lico pozostawało jednak nadal precyzyjnie wygolone. I w ten sposób kochane dziatki powstała moda na baczki i bokobrody. Z dumą nosili je wszyscy, poczynając generałami, poetami (Mickiewicz), podobnie zdobili swoje twarze politycy (książę Józef Poniatowski), aż w końcu zabrał się za nie zwykły lud. Z gołą brodą paradowali wtedy tylko lokaje, aktorzy i księża rzymskokatoliccy.  

Noszenie bokobrodów zadowalało mężczyzn przez cały 19. wiek i dopiero w wieku 20. poszły do lamusa. Wówczas wróciła do łask moda na prawdziwą brodę (początkowo raczej mniej wyraźną, kopiującą linię twarzy) w kombinacji z wąsikiem, o który dbano bardziej niż w przeszłości (wystarczy obejrzeć zdjęcia z Wałęsą, Małyszem czy Chaplinem). Czasami pojawiał się na brodzie styl „na muszkietera” (ewentualnie w kombinacji z brodą), lub też sam potężny wąs pana Marszałka.  

 

W okresie wojennym chłopy wyzbywali się brody, pozostawiali najwyżej małe wąsiki o różnych wymiarach i kształtach, albo po prostu golili twarz.  

 

Podobnie komunistyczny okres powojenny stał we wschodnim bloku pod znakiem wygolonych, poprawnych twarzy i na krótko strzyżonych włosów. Kto się wychylał nosząc długie włosy mógł się zapoznać z mocnym uderzeniem przedłużonego ramienia Partii.

Ze wschodu nie mamy za dużo informacji historycznych na temat tego, jak rozwijała się tam moda na brody.  Prawdopodobnie jednak nie zmieniło się zbyt wiele, twarze były zdobione podobnie, jak w obecnych czasach. W krajach arabskich jest to zatem broda pokrywającca twarz prawie całkowicie (dla muzułmanina broda jest święta), w Turcji natomiast oraz w Indiach jak widać na zdjęciach spotkać można przeróżne style – potężną szczotką pod nochalem poczynając po precyzyjnie opracowany, sterczący na boki i zakręcany wąsik. Takie wąsy nieraz uzupełniane są muszką lub kozią bródką.

 

A DZIŚ? 

Obecnie nie można twierdzić, że panuje jakaś główna linia mody, w ślad której wszyscy podążają. Niektóre style są popularne bardziej, inne mniej. Jeżeli wyjdziesz na ulicę z bokobrodami, prawdopodobnie więcej głów się zwróci w Twoją stronę z zaciekawieniem. Fundacja Movember (Mężczyźni przeciwko rakowi) korzysta z tego, że nawet wąsy nie są dziś tak popularne, jak bywało przed czasem, i dlatego jeśli pozwolisz wąsom wzrosnąć w listopadzie, niejeden nieświadomy może zapytać, o co tu do diabła chodzi? 

W sumie można stwierdzić, że dzięki nowym narzędziom dla barberów, na przykład różnym rodzajom maszynek czy dokładnych  shavett/brzytw w świecie ściernisk i włosów najpopularniejsze są style fade. W przypadku włosów bywa całkiem normalne wygalanie jakichś konkretnych kształtów/znaków z użyciem shavetty. Brody są zazwyczaj zadbane, ich zakończenie bywa przystrzyżone, kształtowane. W absolutnej większości pojawiają się w zestawie z zadbanym wąsikiem.

  

A na koniec pytanie filozoficzne: czy broda to przypadkiem nie tylko kolejna moda, która wkrótce zniknie? Z nami na pewno nie! Chłopy dawniej zderzały się najwyżej z innymi podobnymi do siebie w swych wiejskich społecznościach. Obecnie, w czasie wszechwładnego internetu to media społeczne określają, jak prawdziwy facet ma wyglądać. Nagle wszystkim jest jasne, co w jakiej sytuacji prawdziwy mężczyzna ma robić, jak się zachowywać i jak wyglądać. Raz obowiązuje taki, a następnym razem  inny styl. Właśnie w takim czasie trzeba mocno stać po stronie swojej własnej brody i nie pozwolić na podważanie jej natury. Bądź swój, brodaty jak trzeba, bo właśnie w taki sposób powiesz płci przeciwnej, że jesteś facetem cierpliwym, rozważnym i zasadowym. I machnij ręką na to, że jakiejś tam panience Twoja broda nie podchodzi, już ona pozna przy następnej okazji, że ten jej „właściwy” facet to wcale nie to, co Ty! #vousisnottrend

Pozostań więc nadal prawdziwym Alfasamcem and let the beard grow!